ZARĘCZYNY

Obecnie zaręczyny w dawnym znaczeniu prawie już nie istnieją. Jak jednak nazwać okres, gdy młodzi się kochają i planują – wcześniej czy później – ślub? Ciekawe, że młodzież jest teraz dziwnie uczulona na wyraz „zaręczyny’. Mówi się raczej „chodzimy że sobą”, „to mój chłopiec” czy „moja dziewczyna” – nigdy „moja narzeczona”. Czy uciekanie od tych pseudostaro- świeckich pojęć ma jakiś sens – to inna sprawa. W każdym razie żadnym innym lepszym wyrazem ich nie zastąpiono. Dlatego też dla jasności omawianego tematu i ja nie będę unikać tych tradycyjnych określeń.

Chcąc znaleźć przykład, jak bardzo w ostatnich kilkunastu latach zmieniły się zwyczaje, najlepiej przypomnieć ceremonię zaręczyn. Ileż to jeszcze przed wojną było ceregieli z tym związanych. Młody człowiek musiał się naprzód starać, bywać, „zasypywać kwiatami”, potem oświadczyć się, rozsyłać zawiadomienia, składać wizyty z narzeczoną itd., itd.

Dziś jest to wszystko bardzo uproszczone. Zdarza się, że córka przywozi do domu na święta kolegę i oznajmia rodzicom, iż się zaręczyli. Tego rodzaju nagłe niespodzianki nie są jednak właściwe. Córka powinna zwierzyć się matce przedtem: „Chyba się zaręczę z Jankiem”. A Janek może powiadomić swoich rodziców o projektowanych zaręczynach z Zosią. Mądrzy rodzice zaś usiłują się dowiedzieć, kim jest Zosia lub Janek, zapraszać częściej Janka do domu, a gdy stwierdzą, że nie jest odpowiednim kandydatem, starają się o inne towarzystwo dla Zosi. Wszelkie zakazy w takim wypadku przeważnie jeszcze mocniej wiążą młodych.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>